Pożeracze czasu:
(ulubione i/lub przymuszone)
JakTrwogaToDoBloga
chlip-hop.bloog.pl/
Bliska przyszłość
www.swps.pl
Jedziemy?...
www.e-podroznik.pl/
Czasem warto,
czasem nie
www.racjonalista.pl/
Dla relaksu/ powiększenia kupra/bo czasem wypada:)
mojewypieki.blox.pl/
Magiczne pytanie...
[22.09.10/22:16]
na które ciężko odpowiadać. Jak pokazać kobiecie, że się ją kocha? Z racji tego, że jestem właśnie kobietą, moja odpowiedź na nie wyda się chyba większości panów niedorzeczna. Jednak myślę, że gdy człowiek kocha to, to to się widzi i czuje. Miłości nie da się ukryć. A już 2 h w sobote można znaleźć żeby skupić się tylko na tej, którą się "kocha". Jeśli jest miłość, chwila czułości czy głupie miłe słowo naprawdę dużo nie kosztuje. Mój Pan-i-Władca uważa za to, że muszę "zasłuzyć" bo jak jestem nieznośna (czytaj: proszę, żeby posprzątał kuwetę kota bo w całym pokoju śmierdzi), to nie mam na co liczyć.
Weekend, który kiedyś był świętem- dziś jest ścieraniem się żeby zasłużyć na całusa. Ale przynajmniej dochodzę do perfekcji w zawodzie kura domowa: sprzątam, gotuję (jak mamusia pozwoli), prasuję i piorę, nogi rozkładam (po tym mam 100% pewności, że dostanę dawkę czułości).I staram się zasłużyć. Tylko to graniczy ze szmaceniem się i trochę to boli.
zależy mi na tym facecie, jakiego poznałam, jaki był przed powrotem mamusi do domu (przez rok jej nie było). A że nadzieja matką głupich, to kretynka zastanawia się nad tym, że skoro mógł się zmienić ze Skarba na Potwora, to może w drugą stronę też to działa?...
A może jakaś terapia da radę?... A może papieros...
Weekend, który kiedyś był świętem- dziś jest ścieraniem się żeby zasłużyć na całusa. Ale przynajmniej dochodzę do perfekcji w zawodzie kura domowa: sprzątam, gotuję (jak mamusia pozwoli), prasuję i piorę, nogi rozkładam (po tym mam 100% pewności, że dostanę dawkę czułości).I staram się zasłużyć. Tylko to graniczy ze szmaceniem się i trochę to boli.
zależy mi na tym facecie, jakiego poznałam, jaki był przed powrotem mamusi do domu (przez rok jej nie było). A że nadzieja matką głupich, to kretynka zastanawia się nad tym, że skoro mógł się zmienić ze Skarba na Potwora, to może w drugą stronę też to działa?...
A może jakaś terapia da radę?... A może papieros...
Eee...
[16.09.10/12:34]
Oj, zgniotło mnie.
1. Sallyann: Twój racjonalny tok myślenia uświadomił mi jak irracjonalnie zachowuję się ja. Ale mam wytłumaczenie (choć wiem- głupawe nieco). Otóż: od poniedziałku do piątku jestem NajsilniejsząKobietąŚwiata, ale na weekend... mam zakodowane że od 2 lat, w każdy piątek trzeba zapierdzielać pksem lub innym środkiem transportu do Niego. I choć widzimy się tylko na weekendy to ta zażyłość jakoś we mnie zamieszkała i ni chuja nie umiem tego chwasta wyplenić. Zwłaszcza że On raz jest miły, potem ma w dupie a Jego ulubione pytanie ostatnio: "To jak kurwa mam ci pokazać że cię kocham? Co mam robić?".
I mój mały rozumek twierdzi, że gamoń kocha tylko jest popaprany. I to "rozwiązuje" problem w mojej głowie, choć jak w poniedziałek wracam do domku to oddycham już z ulgą, lecz dalej odliczam czas do piątku.
Chyba nadaję się na leczenie.
2. Styna: Oj Ty chyba bardziej słuchasz serca niż ja... Mój stopień "zaangażowania" jest nieco mniejszy bo czasem już całkowicie odcinam się emocjonalnie od tego małego bagna, i myślę swoje a robię swoje. Aż wstyd się przyznać... Ale bez odpowiedniej "maski" na twarzy pewnych rzeczy się nie przejdzie.
1. Sallyann: Twój racjonalny tok myślenia uświadomił mi jak irracjonalnie zachowuję się ja. Ale mam wytłumaczenie (choć wiem- głupawe nieco). Otóż: od poniedziałku do piątku jestem NajsilniejsząKobietąŚwiata, ale na weekend... mam zakodowane że od 2 lat, w każdy piątek trzeba zapierdzielać pksem lub innym środkiem transportu do Niego. I choć widzimy się tylko na weekendy to ta zażyłość jakoś we mnie zamieszkała i ni chuja nie umiem tego chwasta wyplenić. Zwłaszcza że On raz jest miły, potem ma w dupie a Jego ulubione pytanie ostatnio: "To jak kurwa mam ci pokazać że cię kocham? Co mam robić?".
I mój mały rozumek twierdzi, że gamoń kocha tylko jest popaprany. I to "rozwiązuje" problem w mojej głowie, choć jak w poniedziałek wracam do domku to oddycham już z ulgą, lecz dalej odliczam czas do piątku.
Chyba nadaję się na leczenie.
2. Styna: Oj Ty chyba bardziej słuchasz serca niż ja... Mój stopień "zaangażowania" jest nieco mniejszy bo czasem już całkowicie odcinam się emocjonalnie od tego małego bagna, i myślę swoje a robię swoje. Aż wstyd się przyznać... Ale bez odpowiedniej "maski" na twarzy pewnych rzeczy się nie przejdzie.
No to klops.
[15.09.10/20:16]
"Bo chciałabym, a boje się..."- ot stare słówka ale jakże na miejscu:) Otóż szlak mnie trafia juz na maksa normalnie- człowiek siedzi na dupie, nikomu potrzebny nie jest i głupie myśli się kłębią.
Po pierwsze: dlaczego ja od maja życie i czas sobie marnuje czekając aż Palant wymyśli plan na życie? (pomijając fakt, że ja nie wiem czy chcę z nim żyć choćby miesiąc dłużej). Gdyby nie on, dawno znalazłabym robotę bo nie wybrzydzałabym jak głupia.
Po drugie: w domu Gamonia nudzę się i na tej nudzie pomieszanej z nerwami leci mi każdy weekend, a u siebie w domu z kolei czuję sie jak córa marnotrawna, której coraz ciężej na fajeczki pozbierać (o zgrozo, na dzisiaj pozostała ostatnia!....)
I żygać mi się chce jak o tym paskudnym etapie mojego życia pomyślę. I jeszcze bardziej jak każdy obiecuje, że gdy pójdę na studia będzie lepiej. A mi to koło pisi lata bo mnie desperacja dopada natentychmiast.o!
P.s. (Brak nikotyny potęguje znacząco moje kryzysowe nastawienie do rzeczywistości. Wrrr... Trzeba puścić tego ostatniego dziś dymka :( )
P.s.2 A tyłek to aż czuję jak rośnie i niedługo niedość że będę musiała poruszać się poprzecznie to zamontuję sobie chyba czerwone mrugające światełka na bokach. Będzie wyraźny sygnał: "Uwaga, gabaryt na drodze!"
Po pierwsze: dlaczego ja od maja życie i czas sobie marnuje czekając aż Palant wymyśli plan na życie? (pomijając fakt, że ja nie wiem czy chcę z nim żyć choćby miesiąc dłużej). Gdyby nie on, dawno znalazłabym robotę bo nie wybrzydzałabym jak głupia.
Po drugie: w domu Gamonia nudzę się i na tej nudzie pomieszanej z nerwami leci mi każdy weekend, a u siebie w domu z kolei czuję sie jak córa marnotrawna, której coraz ciężej na fajeczki pozbierać (o zgrozo, na dzisiaj pozostała ostatnia!....)
I żygać mi się chce jak o tym paskudnym etapie mojego życia pomyślę. I jeszcze bardziej jak każdy obiecuje, że gdy pójdę na studia będzie lepiej. A mi to koło pisi lata bo mnie desperacja dopada natentychmiast.o!
P.s. (Brak nikotyny potęguje znacząco moje kryzysowe nastawienie do rzeczywistości. Wrrr... Trzeba puścić tego ostatniego dziś dymka :( )
P.s.2 A tyłek to aż czuję jak rośnie i niedługo niedość że będę musiała poruszać się poprzecznie to zamontuję sobie chyba czerwone mrugające światełka na bokach. Będzie wyraźny sygnał: "Uwaga, gabaryt na drodze!"
Tchórzę...
[13.09.10/13:48]
i to chyba dość solidnie. Przeraża mnie coraz bardziej wizja studiów, dopadaja kretyńskie myśli i nie poznaję samej siebie. Odwiedziłam uczelnię z okazji Dni Otwartych i chyba spanikowałam. Nauka może mnie tak nie przeraża bo uwielbiam uczyć się czegoś nowego i pożytecznego ale to obce miasto... brrr... Uruchamia się "mała dziewczynka", która piekielnie boi się obcych miejsc. Szczęście w nieszczęściu, że to tylko weekendy.
Poza tym PaniWładca robi szopkę i znów to "wszystko moja wina". A ja włączam starą, sprawdzoną zasadę (choć niestety nie długoterminową)- WisiMiTo.
Na dodatek zastanawiam się chwilowo nad materializmem kobiecym i jak istotne są te głupie prezenty lub gesty ze strony facetów. Wiem, że da niektórych kobiet męski portfel to cel główny w związku, ale gdy mój Gamoń po prawie trzech tygodniach od rocznicy przypomina sobie, że "chciałbym coś dać ale nie wiem co", każe mi łazić po sklepach i "wybrać coś sobie" to szlak mnie trafia i gotuję się nieziemsko. Nie zależy mi na jego pieniądzach i jesteśmy w pełni niezależni od siebie finansowo ale no kurczę, czasami miło jest dostać drobiazg... Albo więc ja jestem nienormalna albo on totalnym ignorantem- ale nad tym jeszcze chyba się zastanowię...
Poza tym PaniWładca robi szopkę i znów to "wszystko moja wina". A ja włączam starą, sprawdzoną zasadę (choć niestety nie długoterminową)- WisiMiTo.
Na dodatek zastanawiam się chwilowo nad materializmem kobiecym i jak istotne są te głupie prezenty lub gesty ze strony facetów. Wiem, że da niektórych kobiet męski portfel to cel główny w związku, ale gdy mój Gamoń po prawie trzech tygodniach od rocznicy przypomina sobie, że "chciałbym coś dać ale nie wiem co", każe mi łazić po sklepach i "wybrać coś sobie" to szlak mnie trafia i gotuję się nieziemsko. Nie zależy mi na jego pieniądzach i jesteśmy w pełni niezależni od siebie finansowo ale no kurczę, czasami miło jest dostać drobiazg... Albo więc ja jestem nienormalna albo on totalnym ignorantem- ale nad tym jeszcze chyba się zastanowię...
oj...
[04.09.10/01:16]
chyba dałam ciała. Okazało się, że moje cudne "marzenia" o tym żeby facet choć raz na dwa miesiące okazał głębie serca i "kobietę na rękach nosił" okazały się bezsensowne, dziecinne i będące "kaprysem rozpieszczonej gówniary".
Hm... poczucie bycia kochaną i docenianą bywa nierealne. Ale zrobiłam przy tym dziwną kłótnię i chyba nastają ciche dni (lub koniec?). Nie wiem czy to świat jest dziki czy ja odniegam w swojej głupocie od normy społeczeństwa.
Hm... poczucie bycia kochaną i docenianą bywa nierealne. Ale zrobiłam przy tym dziwną kłótnię i chyba nastają ciche dni (lub koniec?). Nie wiem czy to świat jest dziki czy ja odniegam w swojej głupocie od normy społeczeństwa.